Są kierownikami zajezdni, dyspozytorami, technologami, opracowującymi projekty remontów autobusów. Niektórzy przygotowują przetargi na elektroniczne podzespoły, bo współczesne autobusy są naszpikowane elektroniką. A niektórzy...wożą pasażerów. Łączy ich jedno – są absolwentami Politechniki Warszawskiej.
Spółka ściśle współpracuje z Politechniką, fundując nagrody dla autorów najlepszych prac dyplomowych - studentów Wydziału Samochodowego i Maszyn Roboczych. To efekt porozumienia zawartego w kwietniu 2003 roku między MZA a Politechniką.
Na razie „młode wilki” szykują się do obrony dyplomów. Gdy tylko je obronią, MZA zaprosi świeżo upieczonych inżynierów do pracy. Ufunduje cztery etaty stażowe.
[więcej...]
– Inżynierowie będą mogli w naszej, jednej z największych spółek komunikacyjnych w Europie, wykazać się swoim know-how, zaprezentować w praktyce zdobytą wiedzę teoretyczną – mówi prezes Zarządu MZA, Mieczysław Magierski.
– Z kolei my gwarantujemy stażystom możliwość skonfrontowania tej wiedzy z praktyką. Dzięki temu, że posiadamy zróżnicowaną flotę taboru o zdywersyfikowanej technologii wykonania, absolwenci Politechniki będą mogli zdobyć wiedzę praktyczną. A nabranie praktyki w największej spółce autobusowej w Polsce to ogromny kapitał, który może okazać się bezcenny – dodaje prezes Magierski.
Wielu studentów pisze prace dyplomowe o tematyce dotyczącej MZA. Spółka pomaga w uzyskiwaniu niezbędnych materiałów, funduje nagrody dla najlepszych prac dyplomowych, a później oferuje możliwość zaangażowania się w największy proces modernizacji firmy od kilkudziesięciu lat. Na zajezdniach trwają bowiem kolejne etapy przebudowy, a w najbliższych dniach zostanie ogłoszony przetarg na nowe autobusy.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak to jest naprawdę z tymi absolwentami.
Czy potwierdzają się rewelacje jednej ze stacji telewizyjnych, jakoby nie było zainteresowania ofertą MZA.
Nie musieliśmy długo szukać...
Marcin Obłoza jest w Spółce od czterech lat. Ukończył, z wyróżnieniem, Wydział Samochodowy i Maszyn Roboczych Politechniki. Trafił do Biura Technicznego – tu właśnie przychodzą na staż świeżo upieczeni inżynierowie. Nadzorował umowę na dostawę nowych autobusów Jelcz, zwłaszcza w części dotyczącej ich wyposażenia technicznego. Przygotowuje Specyfikacje Istotnych Warunków Zamówienia, czyli po prostu specyfikacje przetargowe na naprawy oraz zakup nowych części układów elektrycznych i pneumatycznych do już eksploatowanych jak również nowo zakupowanych autobusów. Zajmuje się też układami elektronicznymi autobusów.
Wyboru pracy nie żałuje. Cały czas, pracując w Spółce, dokształcał się, bo MZA dba o to, by młode kadry podnosiły swoje kwalifikacje. W 2008 roku obronił doktorat, jest jednym z najlepszych pracowników Spółki.
Za białe drzwi z napisem „biuro Techniczne”, do hali, gdzie inżynierowie opracowują rozwiązania, którym powinny odpowiadać autobusy XXI wieku trafi niebawem Tomasz Jasnos. Ma zaledwie 26 lat, w styczniu tego roku obronił na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych pracę dyplomową :”Ocena właściwości proekologicznych rozwiązań technicznych w autobusach miejskich”. Jesienią rozpocznie studia drugiego stopnia, umożliwiające uzyskanie tytułu magistra. Na Włościańskiej, w głównej siedzibie MZA, pan Tomasz będzie zajmował się modernizacją hamowni silnikowej.
Co ciekawe, świeżo upieczony inżynier pracuje w MZA od czterech lat! Został kierowcą autobusu w zajezdni Woronicza. Woził ludzi i jednocześnie studiował – Spółka umożliwia łączenie pracy i nauki, oferując wygodny grafik godzin pracy.
Dlaczego chłopak, który trafił na renomowana uczelnię, przyszedł do MZA?
- Przyszedłem spełnić swoje marzenia – mówi. – Bo ja chciałem zajmować się autobusami, ciekawił mnie ten fach. Pamiętam, że gdy kilkanaście lat temu trafił do Warszawy pierwszy Neoplan, napisałem o tym artykuł do gazetki szkolnej – wspomina.
Pan Tomek, choć usiądzie wkrótce za biurkiem, nie zamierza rozstawać się z kierownicą. – Zostawię sobie jedną dziesiątą etatu kierowcy – zapewnia.
Z pensji jest zadowolony. – Jak dla studenta MZA płaci bardzo dobrze – mówi.
Uśmiecha się, gdy słyszy, że jego młodsi koledzy oczekują płacy w wysokości 5 czy 6 tysięcy złotych.
- Zacznijmy od tego – mówi – że studenci nie rozróżniają pensji netto od pensji brutto. Jako studenci zarabiali najczęściej „pod stołem”, nie wiedzą, co to podatki od pensji.
Pan Tomek szybko sprowadza marzących o gigantycznych pieniądzach – tylko dlatego, że są po Polibudzie – kolegów, na ziemię. – Mam przyjaciół, którzy kończyli studia a zarabiają teraz 1700 zł na rękę – mówi.
Z kolei pan Tomasz Burdon, też niedawny absolwent, został zastępcą kierownika jednej z największych zajezdni – na Ostrobramskiej. Teraz awansował, przeszedł do działu kontroli. Pracuje tutaj także pan Marek Bajor, również po Politechnice.
W Spółce pracuje jednak dużo więcej osób, które kończyły Politechnikę. Ryszarda Obojskiego i Bogusława Zielińskiego można znaleźć na Oddziale Remontów Taboru. To miejsce, gdzie autobusom przywraca się „drugie życie”, gdzie remontowane są silniki, skrzynie biegów i inne podzespoły. Panowie Obojski i Zieliński są technologami, nadzorującymi i przygotowującymi proces remontów.
Kierownik Oddziału Remontów Taboru, Erazm Adamczyk, to też były student poczciwej Polibudy.
Absolwenci Politechniki bez problemu „odnajdują się” tam, gdzie wymagana jest praca zespołowa i wymagająca podejmowania szybkich i odpowiedzialnych decyzji. Mirosław Kotomski jest kierownikiem zajezdni na Kleszczowej. A Marek Jagieliński – głównym dyspozytorem na Redutowej. Kierownik zajezdni nie tylko „siedzi w papierach”, on musi wiedzieć, jak zareagować, gdy np. wystąpi usterka w pojeździe, albo jak zorganizować pracę podległych sobie ludzi np. w sytuacji dużej awarii. Wtedy trzeba działać błyskawicznie, bo autobusy musza wyjechać do miasta.
Co ciekawe – nikt nie narzeka na pieniądze. Praca w MZA dla młodych inżynierów okazała się przepustką do kariery, która mogli zrobić w stabilnej, oferującej świetne warunki rozwoju zawodowego, Spółce.