Jest najlepszy z pierwszej pomocy. Manewruje autobusem z dokładnością i delikatnością skrzypka. Nic dziwnego, że pokonał wielu konkurentów i uplasował się w czołówce najlepszych kierowców autobusów miejskich w Polsce.
Miło nam poinformować, że właśnie nasz kierowca - Marek Kobus, kierowca nr służbowy 281 z zajezdni Woronicza zdobył szóste miejsce w III Mistrzostwach Polski Kierowców Autobusów. Odbyły się one 20 marca w Poznaniu.
[więcej...]
Zanim jednak przyszło mu zmierzyć się z wieloma innymi zawodnikami, musiał rozwiązać skomplikowane testy, dotyczące przepisów ruchu drogowego, uprawnień organów kontrolnych, np. Inspekcji Transportu Drogowego. O tym, że pytania nie były łatwe, świadczy to, że nie wszyscy zdawający – a było ich blisko setka – zakwalifikowali się na mistrzostwa do Poznania.
Tam zawodników czekały różnego rodzaju konkurencje i zmagania.
Marek Kobus okazał się najlepszy z udzielania pierwszej pomocy. – To duża zasługa pana prezesa MZA, Mieczysława Magierskiego – mówi skromnie nasz bohater. – Zostałem wysłany przez Spółkę na dwudniowe szkolenie z tego zakresu w PCK. I jak widać, było warto – mówi pan Marek.
Ale potem trzeba było się zmierzyć z innymi przeszkodami. – Na przykład test poprzeczki – opowiada Marek Kobus.
Polegało to na tym, że należało ustawić poprzeczkę na takiej wysokości, by mógł przejechać pod nią autobus, ale jej nie strącił. Proste? Być może, pod warunkiem, że autobus nie znajduje się – tak, jak na zawodach – w odległości ok. 80 metrów od poprzeczki.
Albo cofanie łukiem do krawężnika – tak, by stanąć jak najbliżej krawężnika. Albo test z wózkiem – cofamy po łuku i zatrzymujemy się jak najbliżej wózka dziecięcego, oczywiście nie potrącając go. Slalom między gęsto ustawionymi pachołkami dwunastometrowym Volvo – na takich autobusach odbywały się ćwiczenia – to już naprawdę małe piwo.
Nie zabrakło wjazdu do garażu – o tyle utrudnionego, że należało zrobić to, cofając pojazd i stanąć na „śpiącym policjancie” bliźniaczymi kołami, na samym szczycie „garba”. Spróbujcie zrobić coś takiego samochodem osobowym.
Nasz bohater bardzo skromnie mówi, że mogło być lepiej.
– Gdybym zajął miejsce na podium, mógłbym pojechać na mistrzostwa świata do Austrii – mówi.
Ale nabyte umiejętności na pewno się przydadzą. – W ubiegłym roku, obsługując linię 222, na wysokości Polskiego Radia zobaczyłem zderzenie samochodów – opowiada Marek Kobus – Wybiegłem z autobusu, reanimowałem jednego z kierowców.
Być może uratował mu życie, bo wypadek był naprawdę groźny.
Marek Kobus pracuje u nas nuż 31 lat, zaczynał w nieustniejącej już zajezdni na Chełmskiej jako niespełna 21 letni chłopak.
I choć tak dobrego kierowcę można by jakoś szczególnie uhonorować, w MZA nie ma on żadnej taryfy ulgowej. Można go spotkać na tak trudnych liniach, jak 131 (Sadyba – dw. Centralny), 193 czy 501.
Co ciekawe, w naszej Spółce, w tej samej zajezdni Woronicza, pracuje również córka pana Marka, Justyna. Prowadzi autobusy, niedawno skończyła studia.
Poszła w ślady ojca - brała udział w mistrzostwach Polski dwa lata temu. Zajęła trzecie miejsce.